sobota, 24 października 2009

Mam kiepskie przeczucia.
Usiłuję uczyć się, korzystając z tego, że jestem teraz samiusieńka w pokoju ;) Ale Suszek od wczoraj święci swoje urodziny i mam teraz istny koncert pod drzwiami, natchniony poranną dawką Żołądkowej... I leci wszystko: Sokoły, Chryzantemy złociste, Czerwone korale i jakieś cosie, których spersonalizować nie potrafię. Głosy panów charakteryzuję trzydniowa chrypka alkoholowa i jakieś takie wycieńczenie... I nauka jakoś niekoniecznie idzie... A powinna pędzić.

Wreszcie się wyspałam. No tak... On całą noc mnie tulił, albo ja Jego ;) I wczoraj był czarujący, zachwycający, taki jak wtedy, gdy Go poznałam... Studiowanie Mu służy. A teraz siedzi na konferencji Filozofia matematyki i spełnia się w tym całym uczelnianym życiu. I napawa mnie dumą Mężczyzna mój.

Kazik zmienia domki, jak kobiety rękawiczki, a mężczyźni kobiety. Uczy się uciekać. Odbyła się jedna poważna akcja poszukiwawcza, jeden pościg nocny w warunkach niesprzyjających (Aga spała...). Chyba mu się u nas podoba. Chętnie buszuje po pokoju, daje się pieścić, śmiga po łóżku czy podłodze. Staramy się zapewnić mu przestrzeń, dopóki nie dostanie odpowiedniej klatki, co może nastąpić nieprędko. Ulubioną rozrywka Kazika jest chwilowo slalom/ labirynt z pudełka od jajek - biega po nim, wspina się i chowa przed ciekawskimi spojrzeniami naszych gości i nas samych. Dzisiaj, około 2 wpadł na genialny pomysł jak wydostać się ze swojego domku i skakał potem na Małysza z pudełek i innych przeszkód wstawionych ku jego uciesze do prowizorycznego placu zabaw. No cóż - ja byłam sprytniejsza: wszystkie akcesoria umieściłam blisko środka tak, że do każdej ściany miały zbyt daleko. Tym samym ponowna ucieczka okazała się niemożliwą.

Jak chodzi o nastrój: nie jest źle. Wczoraj było dobrze. Dzisiaj też.
Martwi mnie Aga i jej kolejne załamanie. I nie umiem pomóc, choć bym chciała.

Tyle na teraz.
Koncert przeniósł się na drugi koniec korytarza, mogę wracać do nauki.

Paaaaaaaaaaa

Brak komentarzy: