wtorek, 31 maja 2011

bez-robotna

Śmiejemy się. Na wyrywki. Z tego i owego.
A coraz mniej tych powodów do śmiechu.

Kiedyś wspominałam, że pod koniec studiów I patrzy niestrudzenie zamieni się w I szuka pracy bez sukcesu... To było mądre przewidywanie tego, co ma się wydarzyć już za momentów kilka.
Dziś...

Za miesiąc obrona. Taki jest plan, chyba że mi się noga powinie, bądź złamie bardzo realnie.
A potem?
Zaczynam się bać...
I wieszczyć.

Nieprawda. Przerabiam ten scenariusz od kilku miesięcy w głowie, bo ani się wpychać na drabinę kariery chcę, ani potrafię... I niestety, Szamanie Drogi, wyjdzie mi pewnie ten zmywak, dzieć jaki do pilnowania (bo nie że osobisty), albo inna niewiadoma (wiadomo, że nieambitna i chwilowa). Tyle, że mi ten zmywak bądź pozostałe możliwości wyjść mogą tu lub gdziekolwiek, z nastawieniem na tu, bo żeby wybyć gdziekolwiek - trzeba mieć kapitał początkowy.

Strasznym jest, że jak u Black - nie wiem, co chcę robić.
(Tylko, że dziś tu już nie o chcenie chodzi, a o przetrwanie, bez ogródek sprawę zapisując).

Każdego dnia zwalczam tę myśl uparcie, puchnie ona jednak w mojej głowie.
I boli, boli, boli.

Marudzę z dnia na dzień coraz bardziej. Miewam podłe humory. Poranki witane lewą nogą. I już czuję powiew zamykanej kasy w Biedronce, którą nie dajcie Niebiosa - obsługiwać mi przyjdzie. I już listę w Urzędzie Pracy podpisuję. I już snuję się po korytarzach wyimaginowanych jakiejś fabryki obskurnej. I już... zapycham usta czerstwą pajdą chleba. I właściwie tylko mi fartucha brak i jakiejś flaszki w torebce...

Piękne, humanistyczne, mądre studia, które od podszewki wyglądają mniej dostojnie, prowadzą na manowce... Wielcy literaci, ulotność i powab słów, owinięte wokół palców Istnienia stają się ledwie żartem, z którego nie mam śmiałości się śmiać, bo w bluszczu oplatającym rynek pracy pięć lat zaczytywania się i kształcenia - nie znaczy nic.
A może to tylko ze mną coś jest nie tak, gubię się i motam?

Chyba mi słabo...
Powietrzaaaaaaaaaaaaaaaa!

I tak jakoś kojarzy mi się numer Perfectu: Co się stało z Magdą K?



Spokojnej nocy.

2 komentarze:

Maria pisze...

Rozmawiałam niedawno z osobą kończącą takie studia. Zamierza zajmować się tym, co zawsze ją interesowało, logopedią - robi podyplomówkę. Chce pomagać innym najlepiej jak potrafi.

Myślę jednak, że największy problem przed jakim staje się na rozdrożu, to brak odwagi i pewności, że mi się uda.

A jeśli w młodości się nie uda to kiedy?

Masz wszystkie walory aby Ci się udało.
To, że tego nie chcesz dostrzec nie zmienia stanu rzeczy.

" Mierz siły na zamiary, nie zamiar podług sił"

Trzymam kciuki:)

Malutka... pisze...

Mario - dziękuję. Po prostu.
:)