środa, 16 maja 2012

***




szklisty wieczór
z ustami obłudnymi karminowo
sekundy wytykane
palcami czasu
między nami
i mgła gęsta
a po szybie noc już spływa
strugą ciemną w głąb
...
 

To nie-dziwne, że wciąż pamiętam Twój numer telefonu.
I w głowie dźwięczą mi Twoje słowa.
Twój głos oswaja.
I czuję.

wtorek, 17 kwietnia 2012

sumarycznie


pół roku od obrony (już prawie)
pół roku bezrobocia

czuję się jak Titanic - bardzo na dnie
 a tu kolejny nowy dzień...
i słońce za oknem
i niebo niebieskie takie

chciałabym się uśmiechnąć
ale czy jeszcze mogę?


 

poniedziałek, 12 marca 2012

pocałunkiem


noc zza okna
opada ociężałym westchnieniem 
nicości
 a przecież ktoś kiedyś powiedział:
kocham

 Dziś obejrzę Misia. Ponarzekam na wiecznie rozkopane remontami miasto.
I zasnę spokojnie. 

Miałam dobry sen. 
Śniłeś mi się. Delikatny i ciepły.
Z tą swoją nieustanną troską:
- Wiesz, kiedyś będziesz tego bardzo żałować.
- Nie będzie kiedyś.

Kiedyś przyszło. A ja nie żałuję.
 Oboje mieliśmy jakieś puzzle racji.

- Chciałbym, żebyś mogła uciec daleko stąd.
Też bym chciała.

Uciekłam kawałek od domu. Uciekłam. 
Czegoś się nauczyłam. Znów się zakochałam. I znów. 
Za każdym razem trudniej. 
Ale wywalczyłam sobie niezależność.
Wątpię w przeznaczenie. Wierzę w słowa i chemię.
I nieuleczalną skłonność do brązowych oczu.

Powolutku stąpam do przodu po linie rozwieszonej nad przepaścią.
Chwieję się. Czasem robię krok w tył.
Wiem, że nic już nie będzie proste.
Nie dorosłam do tego.
 Nie nauczyłam się tego.

Wyobrażam sobie czasem, jak mnie przytulasz na naszym poddaszu. Jak słońce wkrada się przez maleńkie okienko i topi w kubkach parujących kawą.
Wyobrażam sobie Twoje dłonie wokół mojej talii. I usta na porcelanie. I gitarę stojącą przy łóżku.

Tak to mniej więcej miało być, prawda? Nasz scenariusz na życie.
Tymczasem życie wygasło w Tobie. A wraz z Tobą nasza przyszłość.
I to, że jeden jedyny raz nikt przeze mnie nie cierpiał.

Czasem, gdy milkną telefony, a moja tęsknota za niemożliwym cichnie, słyszę Twoje kroki.
I Twój szept.
Czasem staram się odnajdywać w tym dobrą wróżbę.
Lub choć potwierdzenie: warto było!
Kilka chłodnych łez na szybie mokrej od deszczu.

Myśleliśmy: najpierw Ty medycynę, w międzyczasie ja polonistykę. Dla siebie nawzajem.
 Nasze maleńkie mieszkanko na strychu.
Twoje koszule i moje czapki.
Twój porządek, mój bałagan.
Moje przyprawy, Twój zapas czekolady.
 Ciche: żyli długo i szczęśliwie - bez finału.

Głupio, ale chciałabym się z Tobą zamienić. Nie mieć tego wszystkiego bez  Ciebie.
Nie brnąć dalej.
Bo zupełnie już nie wiem, co z tym dalej robić...
Ty byś wiedział - zawsze wiedziałeś.
 Nie czekałeś bezradnie. Jednałeś sobie ludzi.

Pamiętasz nasze listy? Jeszcze sprzed wszystkiego.
Pamiętasz, jak przyklejałeś kolejne plastry na moje kolana i łokcie.
Pamiętasz, jak wykradałam się przez okno u dziadków?
I jak zabrałeś mnie na pierwszy koncert. Pierwszy festiwal.
Pamiętam Twoje włosy w kucyku na poduszce.
Pamiętam czaszkę, którą dostałeś w prezencie od swojego lekarza, na dobry początek.
Pamiętam rzemień na przegubie.
I upodobanie do czerwonych samochodów.
Pamiętam pewne lato w czerwieni porzeczek.

Pamiętam kompletność. 

Pamiętaj całość.

I wybacz mój nieporadny dalszy ciąg, z którego nie możesz być dumny.
Czekanie na kogoś, kto czekania nie chce.
Zawracanie głowy komuś, komu nie powinnam.
Stracone szanse. Porzucone pasje. Odchodzące marzenia.
I to, że nie wiem kim jestem.
Że zapominam języka i ortografii.
Że przejmuję się drobiazgami.
I to, że tak bardzo chcę zniknąć.
Wybacz słowa rzucane na wiatr i dotrzymywane obietnice.
Wybacz lekkomyślność i ociężałość.
I wskazówce na wadze wybacz.

Przychodź tylko czasem we śnie i całuj mnie w czoło delikatnie. Wplataj dłoń w dłoń.
I kłam: miłością szczęśliwą.
Kłam miłości zaklęciami.
Pocałunkiem ranki okłamuj.
 
 

poniedziałek, 27 lutego 2012

:)

 








jeden kubek kawy
prysznic
drugi kubek kawy
kurtka
tramwaj
biurowiec
Kręć się, kręć wrzeciono...


Może to będzie ładny dzień ;)
Może nawet coś nam się uda.

sobota, 18 lutego 2012

nie być


jakże już chciałabym

I NIE ZAWRACAĆ GŁUPOTAMI 
NICZYJEJ GŁOWY...

piątek, 27 stycznia 2012


Jovana już nie ma.
Nie ma jego pięknych łagodnych oczu.
I tego, że przy mnie jest.
Wszystko zaczęło się 16 lat temu, a skończyło się nad ranem.
 Pomiędzy było nasze.

I w dupie mam poprawność polityczną. 
Dla mnie Jovan był i jest przyjacielem.
I będę wyć tak długo, aż się uspokoję.
Bo to nie był tylko pies.

To nie był tylko pies!

To był mój Jovan...
Który czekał na mnie, gdy wracałam ze szkoły.
Gdy wracałam z internatu.
Gdy wracałam z Poznania.




wtorek, 24 stycznia 2012

tendencja spadkowa


To nie jest mój wieczór. I nie był mój dzień.
Każdego dnia coraz bardziej napieram na mur.

Po dwóch godzinach mordowania się z workiem treningowym nic ze mnie nie uszło.
A przecież powinno.
(Tylko mnie ręce bolą).

I mój pies znów miewa się gorzej.

I duszące: WSZYSTKO przemija.

Jest jeszcze wrażenie, że wciąż błądzę w oparach.
Bo przecież...
I nawet.
Element wymienny? Zagadnienie usterkowości?


Powolutku.
Po cichutku.
Delikatnie.
I czule -
- upadam.