noc zza okna
opada ociężałym westchnieniem
nicości
a przecież ktoś kiedyś powiedział:
kocham
Dziś obejrzę Misia. Ponarzekam na wiecznie rozkopane remontami miasto.
I zasnę spokojnie.
Miałam dobry sen.
Śniłeś mi się. Delikatny i ciepły.
Z tą swoją nieustanną troską:
- Wiesz, kiedyś będziesz tego bardzo żałować.
- Nie będzie kiedyś.
Kiedyś przyszło. A ja nie żałuję.
Oboje mieliśmy jakieś puzzle racji.
- Chciałbym, żebyś mogła uciec daleko stąd.
Też bym chciała.
Uciekłam kawałek od domu. Uciekłam.
Czegoś się nauczyłam. Znów się zakochałam. I znów.
Za każdym razem trudniej.
Ale wywalczyłam sobie niezależność.
Wątpię w przeznaczenie. Wierzę w słowa i chemię.
I nieuleczalną skłonność do brązowych oczu.
Powolutku stąpam do przodu po linie rozwieszonej nad przepaścią.
Chwieję się. Czasem robię krok w tył.
Wiem, że nic już nie będzie proste.
Nie dorosłam do tego.
Nie nauczyłam się tego.
Wyobrażam sobie czasem, jak mnie przytulasz na naszym poddaszu. Jak słońce wkrada się przez maleńkie okienko i topi w kubkach parujących kawą.
Wyobrażam sobie Twoje dłonie wokół mojej talii. I usta na porcelanie. I gitarę stojącą przy łóżku.
Tak to mniej więcej miało być, prawda? Nasz scenariusz na życie.
Tymczasem życie wygasło w Tobie. A wraz z Tobą nasza przyszłość.
I to, że jeden jedyny raz nikt przeze mnie nie cierpiał.
Czasem, gdy milkną telefony, a moja tęsknota za niemożliwym cichnie, słyszę Twoje kroki.
I Twój szept.
Czasem staram się odnajdywać w tym dobrą wróżbę.
Lub choć potwierdzenie: warto było!
Kilka chłodnych łez na szybie mokrej od deszczu.
Myśleliśmy: najpierw Ty medycynę, w międzyczasie ja polonistykę. Dla siebie nawzajem.
Nasze maleńkie mieszkanko na strychu.
Twoje koszule i moje czapki.
Twój porządek, mój bałagan.
Moje przyprawy, Twój zapas czekolady.
Ciche: żyli długo i szczęśliwie - bez finału.
Głupio, ale chciałabym się z Tobą zamienić. Nie mieć tego wszystkiego bez Ciebie.
Nie brnąć dalej.
Bo zupełnie już nie wiem, co z tym dalej robić...
Ty byś wiedział - zawsze wiedziałeś.
Nie czekałeś bezradnie. Jednałeś sobie ludzi.
Pamiętasz nasze listy? Jeszcze sprzed wszystkiego.
Pamiętasz, jak przyklejałeś kolejne plastry na moje kolana i łokcie.
Pamiętasz, jak wykradałam się przez okno u dziadków?
I jak zabrałeś mnie na pierwszy koncert. Pierwszy festiwal.
Pamiętam Twoje włosy w kucyku na poduszce.
Pamiętam czaszkę, którą dostałeś w prezencie od swojego lekarza, na dobry początek.
Pamiętam rzemień na przegubie.
I upodobanie do czerwonych samochodów.
Pamiętam pewne lato w czerwieni porzeczek.
Pamiętam kompletność.
Pamiętaj całość.
I wybacz mój nieporadny dalszy ciąg, z którego nie możesz być dumny.
Czekanie na kogoś, kto czekania nie chce.
Zawracanie głowy komuś, komu nie powinnam.
Stracone szanse. Porzucone pasje. Odchodzące marzenia.
I to, że nie wiem kim jestem.
Że zapominam języka i ortografii.
Że przejmuję się drobiazgami.
I to, że tak bardzo chcę zniknąć.
Wybacz słowa rzucane na wiatr i dotrzymywane obietnice.
Wybacz lekkomyślność i ociężałość.
I wskazówce na wadze wybacz.
Przychodź tylko czasem we śnie i całuj mnie w czoło delikatnie. Wplataj dłoń w dłoń.
I kłam: miłością szczęśliwą.
Kłam miłości zaklęciami.
Pocałunkiem ranki okłamuj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz