niedziela, 5 grudnia 2010

mimochodem


taki dzień...

mimochodem
wszystko jest przecież mimochodem


śniło mi się wieko, a na nim grudy...
grudy na zapomnianej już dobrej przyszłości...
coraz bardziej zapominam.

sobota, 4 grudnia 2010

...

nie wiedziałam, że mogę onieśmielać...
że mam w sobie tę wyrazistość, która gasi śmiałość spojrzenia...

nie wiedziałam - do dzisiaj


kuśtykam sobie

Sobota kuśtykana, bo mi lewa stopa odmawia posłuszeństwa.
Tak już było, lata temu, więc niby się nie przejmuję. Ale utrudni mi to życie przez najbliższy tydzień.

Dzisiaj wielkie sprzątanie, bo:
* kiedyś trzeba było,
* ma mnie odwiedzić dziewczyna Matrixa :)
* muszę coś zdziałać fizycznie.

Zapach listów...
W notatniku kilka nazwisk opatrzonych wykrzyknikiem.
Adresy miejsc, których nigdy nie widziałam, których raczej nie zobaczę.
Koperty nie znają granic.
I ludzie, schowani za numerami domów, za nazwami ulic.
Ci, którzy czekają.
Wyszperana w sieci :)

Nie znam donioślejszego uczucia niż to, kiedy zasiadam w cichości uczuć do czystych kartek, do kopert i znaczków, z piórem i pierwszym zdaniem w głowie. Zawsze na Boże Narodzenie. Zawsze, żeby coś podsumować, ale i zdradzić to, co ma się wydarzyć... Mętne myśli wyklarować w blasku lampki i patrzeć, jak zastygają w atramencie.
Mój świąteczny rytuał. Moje celebrowanie pewnego kręgu, który tak rzadko wydaje się pełnym i zamkniętym.

Mam szczęście. W pewnych kontekstach mam go więcej niż może się wydawać.

Wczoraj było ciężko, Soy, to nic nowego. Wczoraj poleciały łzy na czarną koszulę. Wczoraj. Kryzys kryzysu.
A dzisiaj jest dzisiaj.
W dodatku gra mi tym parapet i łóżko, i drzwi, i krzesło z przetartym siedziskiem:



Życzę Wam dobrej soboty, spoglądając na moje ptaszydła parapetowe...
Bo przecież czasem wszystko jest takie proste, tak mądrze i przyjemnie nie skomplikowane...

piątek, 3 grudnia 2010

piątkowa cisza

cicho tu
cicho wokół
zamarły szyby od szronu
zamarły drzwi z klamką zwichniętą
tylko to słońce zimowe
a może...


Wczoraj byłam na pewnym przedstawieniu. Poszłam, bo bilety załatwione zakulisowo, przedpremiera, trupa teatralna podobno znana i nagradzana. Szkoda było okazję zmarnować. A jednak: nie podobało mi się zupełnie, bo przekombinowano całość, a gra aktorska nikła w natłoku technicznych czarów-marów i tylko wymarzłam jak głupia na starej hali Cegielskiego, ale podkreślę raz enty: ja to się na sztuce znam niczym sroka na matowych powierzchniach.
Jeśli chodzi o ptaszydła - moje głąbki-gołąbki na śniadaniu:


Piątkowe popołudnie.
Chciałabym przestać myśleć.

Do domu nie jadę, bo nie dość, że cyrki z PKP, to jeszcze zasypało Gniazdo Rodzinne i okolice, nie mam więc jak dotrzeć do chatki Czesia. (Chyba, że pożyczę zaprzęg reniferów od Mikołaja).
Właściwie to dobrze się złożyło/ zasypało. Zrobię prezentację. Skończę artykuł. Przeczytam książkę od Edith. Opuszczę Barbórkę, co cieszy, bo póki co stypendium nie wpłynęło. Minę się z Dżull, ona będzie miała wolny przyszły weekend :) I takich jeszcze kilka innych drobnostek, które na komfort psychiczny wpływają.

Korci mnie spacer na Cytadelę.

Muzycznie to:



czwartek, 2 grudnia 2010

bo zjadłabym truskawek garść ;)

Przez przypadek znalazłam to:
Obraz Zinaidy Serebriakovej.



Czasem się cieszę, że o sztuce wiem, tyle, ile zobaczę...
Najprościej i naiwniej mówię: piękny.
I w rzeczy samej jest piękny.
Jego istotą jest piękno.
Artodyssey to kopalnia i skarbnica.
Zagoszczę tam na dłużej, zdecydowanie.


Przyziemnie: Poznań sparaliżowany. Tramwaje stoją od Kościoła na Fredy po Teatralkę. PKP nie funkcjonuje normalnie. Śnieg prószy nieustannie. Ja znów dbam o niezalanie pokoju. Za oknem śnieg, szronu dziś nie widać. Realnie wpadłam w zaspę na chodniku ;)
Na konferencji wysiedziałam 3 referaty. I wystarczy. Dlaczego odczyty muszą być nudne? Zupełnie tego nie rozumiem, zwłaszcza, że temat całości ciekawy jest i do niewielkiej sali spieszyły tłumy.

Marzą mi się truskawki. Ja wiem. To już przesada absolutna. Ale nie mogę ich sobie wybić z głowy. Soczystych, słodkich, tak perwersyjnie letnich i rozgrzanych słońcem do czerwoności.

Przynajmniej muzycznie łagodniej, choć nie powiem, ciągnie mnie do Linkin Parkowego łubu-du.
Teraz spokojniej, nastrojem wyciszonym, zapomnianym:


środa, 1 grudnia 2010


ASIAK ZDAŁA KOMISA!!!

CZYLI, ŻE V ROK UPŁYNIE NAM W KOMPLECIE PRAWIE :)))

szron

Pierwszy grudzień i pierwszy szron na szybie...
Wyrazistość zimy i zachwyt.
Poranna kawa.

Wyszperane w sieci :)