wtorek, 7 sierpnia 2012

2 VIII


świat nie powinien być taki
błędy, których nie można naprawić, nie powinny mieć miejsca

roztrząsam w głowie wydarzenia ostatnich dni
przeraża mnie pustka i bezsilność
i dom pogrążony w żałobie

dziś byłyby Jego imieniny...

 jest mi źle
bo jutro praca
bo po chodnikach błąkają się kolorowe sukienki
bo ludzie się uśmiechają
bo... trzeba pójść dalej
robić swoje

a przecież TO się wydarzyło
zabierając radość
spokój
kolorową szafę
dom w komplecie

i myśl, ile wycierpiał
myśl, która mnie żre od środka

sobota, 21 lipca 2012

jestem


Czasem zamieram, rozpuszczona w jakiejś melodii, która przywraca mi wszystkie piękne wspomnienia, wszystkie cudowne chwile, wszystkie zapomniane uczucia.
Czasem w tej melodii dostrzegam zapowiedź pożądanego szczęścia.

Coraz częściej uśmiecham się do siebie.
Nie potrzebuję powodów.
Ani uzasadnień.
Ani nikogo, kto stanowiłby "właściwą" motywację.

Za oknem Poznań, który weekendowo nie chodzi spać po dobranocce.
Za oknem życie rozmoczone w czerwonych stróżkach wina, odurzone substancjami chemicznymi, przypalone ostatnim papierosem z paczki.
Za oknem kobiety z czerwonymi ustami rozmawiają z mężczyznami w garniturach.
Za oknem noc rozochocona naprędce. Żądze i zęby wgryzione w czyjś kark.

Dlatego spoglądam zza szyby.
Zbyt mała.

Dlatego tak mi teraz wieloznacznie...

Ktoś chyba we mnie dojrzewa...
Dostrzega.
Dogląda.

Bez wątpienia!

Coraz częściej mogę się cieszyć z tego, kim i jaka jestem.
 


środa, 4 lipca 2012

!

Kolejny raz rozmawialiśmy o sprawach niezwyczajnych.
Transparentni do granic możliwości.
Zawinięci w dawne obrazki.

Przedawnieni?
Z bliznami zakamuflowanymi.

środa, 13 czerwca 2012

***


Czekam na jutro.
Jak wcześniej.
I oczy się same śmieją.
I dni lepsze.
I Ty w głowie.

Niepoprawnie buduję świat.
Niemądrze palcami szarpię się z materią.
Niedbale nas pielęgnuję.

Dlatego tutaj.
Z taką samą pasją.

Przecież tęsknota nikogo nie rani...

Czekanie niech mnie więc porozpiera, niech wymości słowom powitanie.
Ze spojrzeniem zamglonym.

Eh.

I te białe języki prześcieradeł na ramionach i udach...

środa, 16 maja 2012

***




szklisty wieczór
z ustami obłudnymi karminowo
sekundy wytykane
palcami czasu
między nami
i mgła gęsta
a po szybie noc już spływa
strugą ciemną w głąb
...
 

To nie-dziwne, że wciąż pamiętam Twój numer telefonu.
I w głowie dźwięczą mi Twoje słowa.
Twój głos oswaja.
I czuję.

wtorek, 17 kwietnia 2012

sumarycznie


pół roku od obrony (już prawie)
pół roku bezrobocia

czuję się jak Titanic - bardzo na dnie
 a tu kolejny nowy dzień...
i słońce za oknem
i niebo niebieskie takie

chciałabym się uśmiechnąć
ale czy jeszcze mogę?


 

poniedziałek, 12 marca 2012

pocałunkiem


noc zza okna
opada ociężałym westchnieniem 
nicości
 a przecież ktoś kiedyś powiedział:
kocham

 Dziś obejrzę Misia. Ponarzekam na wiecznie rozkopane remontami miasto.
I zasnę spokojnie. 

Miałam dobry sen. 
Śniłeś mi się. Delikatny i ciepły.
Z tą swoją nieustanną troską:
- Wiesz, kiedyś będziesz tego bardzo żałować.
- Nie będzie kiedyś.

Kiedyś przyszło. A ja nie żałuję.
 Oboje mieliśmy jakieś puzzle racji.

- Chciałbym, żebyś mogła uciec daleko stąd.
Też bym chciała.

Uciekłam kawałek od domu. Uciekłam. 
Czegoś się nauczyłam. Znów się zakochałam. I znów. 
Za każdym razem trudniej. 
Ale wywalczyłam sobie niezależność.
Wątpię w przeznaczenie. Wierzę w słowa i chemię.
I nieuleczalną skłonność do brązowych oczu.

Powolutku stąpam do przodu po linie rozwieszonej nad przepaścią.
Chwieję się. Czasem robię krok w tył.
Wiem, że nic już nie będzie proste.
Nie dorosłam do tego.
 Nie nauczyłam się tego.

Wyobrażam sobie czasem, jak mnie przytulasz na naszym poddaszu. Jak słońce wkrada się przez maleńkie okienko i topi w kubkach parujących kawą.
Wyobrażam sobie Twoje dłonie wokół mojej talii. I usta na porcelanie. I gitarę stojącą przy łóżku.

Tak to mniej więcej miało być, prawda? Nasz scenariusz na życie.
Tymczasem życie wygasło w Tobie. A wraz z Tobą nasza przyszłość.
I to, że jeden jedyny raz nikt przeze mnie nie cierpiał.

Czasem, gdy milkną telefony, a moja tęsknota za niemożliwym cichnie, słyszę Twoje kroki.
I Twój szept.
Czasem staram się odnajdywać w tym dobrą wróżbę.
Lub choć potwierdzenie: warto było!
Kilka chłodnych łez na szybie mokrej od deszczu.

Myśleliśmy: najpierw Ty medycynę, w międzyczasie ja polonistykę. Dla siebie nawzajem.
 Nasze maleńkie mieszkanko na strychu.
Twoje koszule i moje czapki.
Twój porządek, mój bałagan.
Moje przyprawy, Twój zapas czekolady.
 Ciche: żyli długo i szczęśliwie - bez finału.

Głupio, ale chciałabym się z Tobą zamienić. Nie mieć tego wszystkiego bez  Ciebie.
Nie brnąć dalej.
Bo zupełnie już nie wiem, co z tym dalej robić...
Ty byś wiedział - zawsze wiedziałeś.
 Nie czekałeś bezradnie. Jednałeś sobie ludzi.

Pamiętasz nasze listy? Jeszcze sprzed wszystkiego.
Pamiętasz, jak przyklejałeś kolejne plastry na moje kolana i łokcie.
Pamiętasz, jak wykradałam się przez okno u dziadków?
I jak zabrałeś mnie na pierwszy koncert. Pierwszy festiwal.
Pamiętam Twoje włosy w kucyku na poduszce.
Pamiętam czaszkę, którą dostałeś w prezencie od swojego lekarza, na dobry początek.
Pamiętam rzemień na przegubie.
I upodobanie do czerwonych samochodów.
Pamiętam pewne lato w czerwieni porzeczek.

Pamiętam kompletność. 

Pamiętaj całość.

I wybacz mój nieporadny dalszy ciąg, z którego nie możesz być dumny.
Czekanie na kogoś, kto czekania nie chce.
Zawracanie głowy komuś, komu nie powinnam.
Stracone szanse. Porzucone pasje. Odchodzące marzenia.
I to, że nie wiem kim jestem.
Że zapominam języka i ortografii.
Że przejmuję się drobiazgami.
I to, że tak bardzo chcę zniknąć.
Wybacz słowa rzucane na wiatr i dotrzymywane obietnice.
Wybacz lekkomyślność i ociężałość.
I wskazówce na wadze wybacz.

Przychodź tylko czasem we śnie i całuj mnie w czoło delikatnie. Wplataj dłoń w dłoń.
I kłam: miłością szczęśliwą.
Kłam miłości zaklęciami.
Pocałunkiem ranki okłamuj.