i tylko czasem na Twoich ustach odbiłabym srebrny księżyc pocałunku,
by nocy nie spłoszyć gwiazd wypadaniem z Twoich rękawów,
w objęciu pachnącym macierzanką i Tuwimem na moich uszach czereśniowym
- Chcesz?
- Chcę.
W jednym słowie zapomnieć czym jest wolna wola i oddać ją za upojenie i nietrzeźwość emocjonalną - jestem specem od przypominania sobie dwóch przyklejonych do siebie głów. Nałogowo. Z premedytacją. I czającą się nicością kolejnych dni.
"Co by ziścić się miało, dziś, jak liść pięciopalcy prosto w ręce mi spadło - tylko, że tego mało..." A.T.
sobota, 6 sierpnia 2011
wtorek, 2 sierpnia 2011
o niczym
Wybredny tydzień. Udany poniedziałek. Skomplikowany wtorek. I urlop od środy... Właśnie teraz, gdy wcale go nie chcę; gdy bardziej chcę zostać, gdy jest lepiej...
A życie...
I tylko pasy na zebrze uświadamiają mi, ile we wszystkim równowagi - bo czego jest więcej: bieli czy czerni?
Rozhuśtane postawy mielące się na dnie młynka kawowego. Czas pachnie kofeinowymi zaklęciami. A płytkość uczuć i emocji jest jak potwarz. Posądzana o tyle, nawet do połowy nie mogę się przyznać, wiecznie robiąc coś ze względu na kogoś.
Nie wiem jakim jestem człowiekiem. Skomplikowanym na pewno, ale czy bardziej dobrym, czy bardziej złym?
Prosta moralność to jedynie szkielet, zupełnie nie pokryty skórą, paloną przecież na karku przez słońce, zbitą przez krople deszczu bezlitośnie.
Prosta moralność...
Na poletku moich przewinień zawsze ustawiam w głowie powody, dla których coś miało miejsce. Bardzo rzadko dostrzegając celowość rozwściekloną, najczęściej mizerne rykoszety. I fakt, że podobno piekło będzie dobrymi intencjami brukowane.
Lichość usprawiedliwień spada na mnie wtedy, gdy wiem, że wcale nie powinnam się tłumaczyć. I nie robię tego. Poniekąd ogołocona ze złudzeń. Ograniczona rzeczywistością. Zdyszana w codziennym wyścigu o coś prawdziwego. Zaplątana w relacje, których nigdy nie chciałam.
Przytłaczają mnie ludzie. Ich roszczenia. Ich pogarda. Ich ignorancja.
Chciałabym zmienić w świecie właśnie to - ignorancję, machnięcie dłońmi, danie przyzwolenia, umywanie rąk.
To czego się boję z każdym dniem coraz bardziej to starość. To samotni przygarbieni ludzie, od których wygodniej jest uciec, niż zaproponować pomoc.
Każdego dnia jadąc do pracy dostrzegam też dualizm. Podstarzałe panie, w eleganckich garsonkach z elegancką fryzurą i drapieżnością ruchów, które jednym ruchem torebki potrafią pokonać kanara, zgonić młodszych z miejsc. I staruszki łagodne, zmęczone już wejściem do tramwaju; te, które nigdy się nie upomną o to, by im zwolnić krzesełko.
Wspomnieniem wracam do pewnej staruszki, której nie potrafiłam pomóc. I nadal czuję, że źle się wtedy wszystko stała, a odwaga, której mi wtedy zabrakło przychodzi nadal, bardzo powoli.
Życie to jednak gorzka tabletka.
A życie...
I tylko pasy na zebrze uświadamiają mi, ile we wszystkim równowagi - bo czego jest więcej: bieli czy czerni?
Rozhuśtane postawy mielące się na dnie młynka kawowego. Czas pachnie kofeinowymi zaklęciami. A płytkość uczuć i emocji jest jak potwarz. Posądzana o tyle, nawet do połowy nie mogę się przyznać, wiecznie robiąc coś ze względu na kogoś.
Nie wiem jakim jestem człowiekiem. Skomplikowanym na pewno, ale czy bardziej dobrym, czy bardziej złym?
Prosta moralność to jedynie szkielet, zupełnie nie pokryty skórą, paloną przecież na karku przez słońce, zbitą przez krople deszczu bezlitośnie.
Prosta moralność...
Na poletku moich przewinień zawsze ustawiam w głowie powody, dla których coś miało miejsce. Bardzo rzadko dostrzegając celowość rozwściekloną, najczęściej mizerne rykoszety. I fakt, że podobno piekło będzie dobrymi intencjami brukowane.
Lichość usprawiedliwień spada na mnie wtedy, gdy wiem, że wcale nie powinnam się tłumaczyć. I nie robię tego. Poniekąd ogołocona ze złudzeń. Ograniczona rzeczywistością. Zdyszana w codziennym wyścigu o coś prawdziwego. Zaplątana w relacje, których nigdy nie chciałam.
Przytłaczają mnie ludzie. Ich roszczenia. Ich pogarda. Ich ignorancja.
Chciałabym zmienić w świecie właśnie to - ignorancję, machnięcie dłońmi, danie przyzwolenia, umywanie rąk.
To czego się boję z każdym dniem coraz bardziej to starość. To samotni przygarbieni ludzie, od których wygodniej jest uciec, niż zaproponować pomoc.
Każdego dnia jadąc do pracy dostrzegam też dualizm. Podstarzałe panie, w eleganckich garsonkach z elegancką fryzurą i drapieżnością ruchów, które jednym ruchem torebki potrafią pokonać kanara, zgonić młodszych z miejsc. I staruszki łagodne, zmęczone już wejściem do tramwaju; te, które nigdy się nie upomną o to, by im zwolnić krzesełko.
Wspomnieniem wracam do pewnej staruszki, której nie potrafiłam pomóc. I nadal czuję, że źle się wtedy wszystko stała, a odwaga, której mi wtedy zabrakło przychodzi nadal, bardzo powoli.
Życie to jednak gorzka tabletka.
środa, 27 lipca 2011
poniedziałek, 18 lipca 2011
moje piosenki
bez znaczenia
ja
bycie
oczy tej Małej...
myśli tej Małej...
w połykaniu łez
żebyż on kochać mógł.
każdy dzień to praca, w której można być cyborgiem. dialogi z klientami mamy wyuczone na pamięć. po pracy godzina pod prysznicem. po prysznicu udaję że mnie nie ma.
w sumie to nawet prawda.
nie jestem w stanie komunikować się z kimkolwiek.
ja
bycie
oczy tej Małej...
myśli tej Małej...
w połykaniu łez
żebyż on kochać mógł.
każdy dzień to praca, w której można być cyborgiem. dialogi z klientami mamy wyuczone na pamięć. po pracy godzina pod prysznicem. po prysznicu udaję że mnie nie ma.
w sumie to nawet prawda.
nie jestem w stanie komunikować się z kimkolwiek.
środa, 13 lipca 2011
niedziela, 10 lipca 2011
się samo pisze...
- Powinnaś.
- Wiem.
- No i co?
- Pozostanę przy powinnam.

Tak. Oto i naszedł mię czas okrutnie dziwny. Jeszcze dziewczynka, a już niby taka samodzielna oficjalnie.
Czym innym było utrzymywanie się samej w poprzednie wakacje. Łatanie budżetu studenckiego w ciągu roku.
A czym innym jest stan z teraz. Obcy taki. Dziwaczny, bo... tak podobny? Że aż nie wyczuwam różnicy. I to właśnie dlatego!
Bo gdyby różnica była, nie męczyłabym się, czy jest tak a tak, tylko wiedziałabym: "dziewczynko, a teraz marsz do tego urzędu, podpisać 57 papierek w lewym dolnym rogu".
Sęk w tym, że nie wiem. Nie wiem, czy mnie jakieś przepisy obowiązują poza przepisami z kuchni świata. Czy mam obowiązek zgłaszania się gdzieś.
Brzmi śmiesznie, prawda? Toż absolwentów na pęczki, wystarczy kumpli popytać. Ale ja taka niepytalska jestem... A niepytalska jestem dlatego, że mnie ich odpowiedzi nie interesują, poznawać ich nie potrzebuję. Ot. Przejść życie bocznym chodnikiem, żeby się samo działo, bez mojego udziału, bo mnie wszelki możliwy udział drażni.
Zośka Samośka z powyłamywanymi wyobrażeniami na tronie obgryzionym przez myszy, jak Chmury na Niebie kocham!
Wczorajszej nocy podobno byłam urocza przez jakiś ułamek krzyżujących się spojrzeń. Po cóż ci jednak chłopcze mój nr telefonu, no po cóż? ;)
Houston mamy problem: podobam się młodszym ode mnie chłopcom, w dodatku niższym od tych moich 168 cm! Toż ja się na to nie godzę!
Na dobranoc - księżyc mi uciekł zza okna. Jakąś chwilę temu jeszcze był, jeszcze się mieścił po prawej stronie. Zostało mi czarne niebo. Ciemne i spokojne, w sam raz sen otuli szczelnie.
- Wiem.
- No i co?
- Pozostanę przy powinnam.
Tak. Oto i naszedł mię czas okrutnie dziwny. Jeszcze dziewczynka, a już niby taka samodzielna oficjalnie.
Czym innym było utrzymywanie się samej w poprzednie wakacje. Łatanie budżetu studenckiego w ciągu roku.
A czym innym jest stan z teraz. Obcy taki. Dziwaczny, bo... tak podobny? Że aż nie wyczuwam różnicy. I to właśnie dlatego!
Bo gdyby różnica była, nie męczyłabym się, czy jest tak a tak, tylko wiedziałabym: "dziewczynko, a teraz marsz do tego urzędu, podpisać 57 papierek w lewym dolnym rogu".
Sęk w tym, że nie wiem. Nie wiem, czy mnie jakieś przepisy obowiązują poza przepisami z kuchni świata. Czy mam obowiązek zgłaszania się gdzieś.
Brzmi śmiesznie, prawda? Toż absolwentów na pęczki, wystarczy kumpli popytać. Ale ja taka niepytalska jestem... A niepytalska jestem dlatego, że mnie ich odpowiedzi nie interesują, poznawać ich nie potrzebuję. Ot. Przejść życie bocznym chodnikiem, żeby się samo działo, bez mojego udziału, bo mnie wszelki możliwy udział drażni.
Zośka Samośka z powyłamywanymi wyobrażeniami na tronie obgryzionym przez myszy, jak Chmury na Niebie kocham!
Wczorajszej nocy podobno byłam urocza przez jakiś ułamek krzyżujących się spojrzeń. Po cóż ci jednak chłopcze mój nr telefonu, no po cóż? ;)
Houston mamy problem: podobam się młodszym ode mnie chłopcom, w dodatku niższym od tych moich 168 cm! Toż ja się na to nie godzę!
Na dobranoc - księżyc mi uciekł zza okna. Jakąś chwilę temu jeszcze był, jeszcze się mieścił po prawej stronie. Zostało mi czarne niebo. Ciemne i spokojne, w sam raz sen otuli szczelnie.
niedziela, 3 lipca 2011
przypuszczenie:
Mam takie ciążące wrażenie, że wraz z końcem studiów świat mi się skończy...
A może to tylko świat, który znam?
Lewituję w niepewności...
A może to tylko świat, który znam?
Lewituję w niepewności...
Subskrybuj:
Posty (Atom)