Całkiem niedawno rozmawiałyśmy z Julką jak to jest z tym Poznaniem i Pomorzem.
I Julka stwierdziła, że "Tutaj" to inny świat: więcej "kultury", milej na ulicach, bez przekleństw wszechsłyszalnych, bez obelg i plucia na krawężniki, że "Tutaj" jest spokojniej i generalnie nastroje panują przyjemne. Z wad wysunęła dystans Poznaniaków i rezerwę w rozmowach, mniejszą bezpośredniość i obecność czegoś, co funkcjonuje na zasadzie tabu (w kwestii rozmów o kasie, seksie i polityce).
Ale przede wszystkim Juli podoba się to, że u nas bezpiecznie na ulicach, że nie boi się wieczorami szwędać po mieście, łazęgować między kamienicami.
No i masz babo placek. Też tak myślałam. Do wczoraj.
Zachciało mi się wczoraj wieczorową porą (coś koło 21) przejażdżki autobusem (w celu hedonistycznym zupełnie, ale mniejsza o to). I wszystko ładnie. W autobusie jakieś 7 osób, nie więcej. Droga mijała przyjemnie, od jednego przystanku do drugiego, aż na jednym z kolejnych wsiadła dziewczynka/ małolata, lat około 16, z krzykliwym Picassem na licach niewinnych, spódniczką w stylu mikro-mini i dziarskim pleplaniem w słuchawkę ślicznej połyskliwej komóreczki. I niby wszystko ok, ale jednak nie.
Panna postanowiła zająć miejsce, które zajmowały jakieś torby starszej pani, co to dwie kule miała, a mnie się widziało, że słabina z niej wielka. Dodam, że miejsc wolnych było od groma, a ta się uparła, młoda taka, w celu myślę, udowodnienia, że może...
Babcia powoli tłumaczyła, że przecież jest gdzie usiąść, a jej torby ciężkie i jej ciężko, i czy może mogłaby jednak wybrać sobie inne miejsce, i że bardzo prosi, i w ogóle (aż mi się ścisło w środku, że starsza kobiecina w takiej sytuacji, za przeproszeniem, gówniarę przepraszała). Ale jak to radzą: usssssaaaaaaaaaaaaa. Do czasu.
Jak młoda nieprzyzwoicie kląć zaczęła i babciny rękaw targać nie wytrzymałam ciśnienia, po trzeciej wzmiance: "K***a, że stara jesteś to będziesz miejsce zajmować, to k***a wyp*******j z tym, bo k***a, ja tu usiądę" lekko się wychyliłam apelując spokojnie, że miejsc jest dużo, a awantura nikomu nie potrzebna, czym rozjuszyłam dziewczę do białości.
I nie wiedzieć jak i kiedy poczułam, jak coś z siłą wgniata mi się w usta (ku chwale braku sprawności fizycznej w tym kraju: panna nie miała kompletnie "cela" i o sztukach walki pojęcie jej było raczej mizerne, na moje szczęście). Nie czując bólu zaproponowałam, żeby jeszcze moją głową o szybę tłuc zaczęła, albo nerki mogła mi skopać. Ale z propozycji nie skorzystała, wysiadła prędziutko na najbliższym przystanku i tyle ją wszyscy widzieli.
Starsza pani oczywiście dziękowała, że się za nią wstawiłam, przepraszała, że oberwałam, ale mnie najbardziej bawi fakt, że nikt inny nic nie zrobił: gapiło się 6 osób w szyby, sufit i podłogę aftobusu, a małolata robiła łubudu...
U celu mej przejażdżki zreanimowano mi wargę już lekko zapuchniętą kostką lodu i generalnie prawie nic nie widać, tylko krwiak niewielki - dopiero przy ostrym przyglądaniu się.
Wyszperane w sieci :)
No, ale przynajmniej się sprawdziło, że każdy przynajmniej raz po "mordzie" oberwać musi...