niedziela, 12 czerwca 2011

nasTroje, nasDwoje, nasJa

nie nazywam już stanów pomiędzy nami
stanów w tej całej siatce splątanych oczek i rybich łusek
nie szukam dłoni obok siebie ani ust
o tu i teraz napisałabym epopeję zmyśloną od początku do końca
i starczyłoby mi jeszcze fantazji na kilka frazesów
zapinanych guzikami od fraku

nie nazywam już siebie w tym wszystkim
przecież nie jestem niczym innym niż tęsknota

wyobraź sobie sad Chłopczyku w którym cienie tańczą


Mam dziś ciężkie nastroje. Zawisły i nie chcą opaść. Myślę właściwie o niczym, a mimo to bolą skojarzenia. Na dłoniach rozsypują się życia, których już nie ma. To kolejne jest lepsze, ale puste. Połyskliwy pył pewników unosi się dokoła roztańczony psikusem tego, że żaden pewnik pewnikiem się nie okazał. Szkiełka z brzegami wyszczerbionymi odbijają to, co miało się stać, ale się nie stało.

Na pamięć chciałabym się jeszcze nauczyć naszych rozmów, wszystkich od pierwszej do każdej kolejnej...

Smutek, jak dywan położony na podłodze...

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Smutek trzeba przeganiac. Nie ma co sie w nim kapac i zanurzac co chwile, bo na przeszlosc nie ma miejsca w przyszlosci... Zyjemy tym, co bedzie a nie tym, co bylo. A tkwiac w przeszlosci nie mozemy ruszyc do przodu...

Malutka... pisze...

Porcelanowa z tym smutkiem czasem nie trzeba walczyć: przyszedł i odejdzie.
Prawdą jest, że przeszłością żyć nie można, ale można pielęgnować wspomnienia i zaglądać czasem w to, co było...
Mnie to wzmacnia, wbrew pozorom...

Pozdrawiam ciepło