poniedziałek, 12 lipca 2010

Mały post na dobry początek :)

Jestem już... (Macie Dziewczyny: Mała Mi i Brises wyczucie - ściągnęłyście mnie myślami, czy co? ;)

Dlaczego mnie nie było? Bo nie przywykłam do oceniania, do wtrącania się w moje sprawy i komentowania kolejnych epizodów Czesiowych. Tylko tyle, ale nadal emocjonalnie to wszystko odbieram, aż za bardzo.

Ale:
ja wiem, że jest tylko jedna taka Malutka, w której siedzi Czesiek. I, że taka Malutka jest szczęśliwa, nawet jeśli komuś się to nie podoba. Taka Malutka uśmiecha się do siebie, do Kazika gryzącego kalafior i dachówek krakowskiej kamienicy. Mam swoje pasje, plany. Praktycznie nie pamiętam, jak strasznie było mi wcześniej. Teraz jestem taka, jak być chciałam... Zaczynam odzyskiwać utraconą pewność siebie. W szafie wiszą skromnie, ale przecież jednak, 3 sukienki z czego jedna nówka ;))) Nie mam czasu na nudę, właściwie czasu brakuje, by zrobić wszystko, co zrobić bym chciała :)

Dzisiaj? Rozmówca mój sprzedał mi sposób: "bzzzzz" i tyle. Od much - opędzać się i już... (Tylko, że Czesiu lubi muchy). Będę się stosować, bo póki mi jest ze sobą dobrze - póty całość ma sens.

Tyle z autoanalizy sfer psyche.

Z innych kwestii: upał straszny - planuję zamieszkać w pobliskiej fontannie (miałabym bliżej do pracy).
Wyszperane w sieci :)

O w tej właśnie urządzę sobie przytulne M4/H2O...

Kombinuję z wyjazdem na Grenlandię ;))))) (Hipotetycznie).
Słucham płytki Ani Dąbrowskiej z aranżacjami filmowych piosenek, z uwielbionym Bang, bang.
Zakopane jest już postanowione - wreszcie rozprostuję skrzydła :))) Jeszcze jedna sprawa do załatwienia i gotowe.
Zrobiłam już techniczne przygotowania z Kubą, wkrótce ruszam na wielką wodę.
Łukasz dodatkowo zaproponował małe żeglowanie, ale chyba się nie skuszę.

Kolec tej róży jest taki: brak mi mojego Aneszka... I już. Tęskno.

Z tekstów wartych zapamiętania, typowo roboczych kwiatków: stoją sobie dwaj klienci, pakujący towar do swoich rumaków czterokołowych, dyskutują o wszystkim i niczym. W końcu padły zdania ostre jak brzytew, które napad śmiechu wywołały masowy:
- Wiesz co Ludwik, moja stara jest tak samo głupia, jak Twoja. Tak samo. Mówię ci.
Nie ma jak to miłość w związkach ze stażem z ery kamienia łupanego :)))))
(Pozdrawiam pana Janka i pana Ludwika - bohaterów).

Dobrej nocy ;)
Pozdrawiam wszystkich, a szczególnie tych, którzy się stęsknili, dzięki ;*

środa, 7 lipca 2010


Pojawię się za kilka dni, jak mi się zachce.

Bo na razie - mam dość gapienia się niestrudzenie.



Życie jest do dupy.
Ludzie też.

wtorek, 6 lipca 2010

Dziwacznie, sama nie wiem jak. Niedokreślenie tu.

Czy pracoholizm objawia się tym, że po wyjściu z pracy dostrzega się spadek nastroju?!

W robocie urwanie głowy. Ale atmosfera fajna, sprzyjająca :) Pracowałam dzisiaj z najulubieńszą dziewczyną z roboty, z Magdą. Były śmiechy, chichy itd. Później przyłączyli nam jeszcze 2 osoby do zespołu i było jeszcze weselej. Czyli ADHD ciąg dalszy...

Tyle, że:
* rypnął się plan zajadania się lodami - może to i dobrze, mam trochę czasu na normalny odpoczynek na moim parapecie
* niewymownie pusto mi, gdy spoglądam na jakieś pozostałości po Aneszkowym dobytku...
* ByłegoNiego nie było w znów w pracy - niby to nie moja już sprawa, ale jednak, martwię się, bo przegina cholernie
* i jakiś taki smutek w środku; poranny deszcz zamknęłam w sobie, tak, że nie pada już na dworze/ polu, ale we mnie jakby: wracając spod prysznica czułam ulewę, bo... pewnych rzeczy i tak nie przeskoczę... może da się zajrzeć pod podszewkę tego wszystkiego, ale po co?

z innej perspektywy, dziwnej, mojej

Z pozytywów: Izz będzie doktorką chemii :)))))))))))))))
Z negatywów: nie chce mi się obiadu gotować, a jestem głodna.
Z neutraliów: gołębie na daszku już stawiły się na kolację.

Może sekret tkwi w tym, że Łamigłówka pracował dzisiaj ze swoją Łamigłówką?
Heh, jak niefart, to niefart!
Mam ostatnio tendencje do sympatyzowania ze złymi chłopcami...
Z resztą: zawsze wolałam łobuzów od poukładanych ;)
i tak to się kończy, pomieszaniem z poplątaniem we łbie, ale żyje się dalej


Trzeba mi Lipnicy albo Poronina, albo jakiegoś zakątku, osadzonego w tym klimacie, w którym jeszcze nie byłam! Zdecydowanie! Świat z pagórków i wyższych szczytów zawsze wygląda lepiej. Jest bardziej mocarny, trochę nieosiągalny, ale przejrzysty, bez zakłamań: przecież wszystko i tak pachnie górami, wszystko zostało w nie wkomponowane (no może poza turystami). I przestrzeń wypełniają widoki, które się później odtwarza w głowie i odtwarza, i odtwarza... Jest jedna taka grań i limba jedna, że aż (a ja ich nie widziałam od 3 lat)...
Skał, trudu włażenia i moczenia nóg w potoku trzeba.
He he, czuję, że taka potrzeba została dodatkowo zmotywowana przez urlopową relację Cre(w)mastera: http://paramediconboard.blogspot.com/2010/07/wielki-comeback.html ...
Chyba się choć na weekend wybiorę za dwa tygodnie albo trzy.
Muszę, bo tu zwariuję.
Zwariuję po poznańsku.

Ps. I się umordowałam z komentarzy publikowaniem, bo mi jakieś błędy wyskakują... Co jest???

poniedziałek, 5 lipca 2010

poniedziałkowo z energią

Lubię moją pracę/ robotę. Bo fizycznie niby, między regałami, na palecie czasem, przeciskam się z książkami do wózka czy innego klienta.

Żeby jednak nie było: śmiem twierdzić, że jesteśmy bracią hurtowni o najwyższym standardzie pracowniczym pod względem wykształcenia zdobytego i zdobywanego.

Sami stwierdźcie: przyszła dr chemii (dziś miała egzamin), kilku inżynierów, od groma matematyków i informatyków, jest i absolwent seminarium (ale o tym cichosza, bo wie garstka), biolog i ratownik medyczny w jednym (Łamigłówka ;), jedna malarka już po studiach, paru polonistów (a nawet więcej niż paru), mgr od logistyki, licencjonowani od zarządzania i marketingu, jedna prawniczka, psychologów ze 3, z czego jeden już z mgrem., budowlańcowa i jeszcze kilku architektów na za rok , do tego automatycy i robotycy (czy jakoś tak) i wielu, wielu innych z dziedzin, że mózg się ślicznie lasuje (kognitywistyka, fizyka biomolekularna, lingwistyki i jakieś inne, alem nie spamiętała).

W tym zacnym gronie Malutka cieszy się jakimś tam poważaniem, bo dobrze robi, co do niej należy i sympatią, bo jakaś taka weselsza jest, uśmiechnięta i w ogóle.
Dostałam dziś do zrobienia mamuta bez sprawdzanie (faktura za 45 tysiów, którą z moich wózków pakuje się wprost do fury klienta - i jeśli jest dobrze - to git, a jak nie - wypad!). P

Ale ja tu dzisiaj nie o tym.
Wracam do starych nawyków pod tytułem: dobrze się pracuje i gada z płcią przeciwną, z dziewczynami i owszem, ale... z chłopakami jakoś luźniej ;)

Dzisiaj pracowałam z Łamigłówką. Było... ;) Tyle, że Łamigłówka postanowił sprawdzić czy się czerwienię, z jaką częstotliwością itd. No więc... ciut zmieszana znosiłam jego upiorne żarty i zaczepki (z resztą dłużna mu nie byłam) i z licem wyjagodzonym przemykałam między magazynami. Jak dzieci :)
Korzystając z uprzejmości Łamigłówki: dałam sobie lekko masować plecy ( tam, gdzie nie ma kamer, oczywiście), bo ciężko znosiły moje boje z pakietami i paczkami - czyli, że Łamigłówka niósł chwalebną ulgę i otuchę miiiii ;)))
Z jednej faktury zrobiły się kolejne i kolejne, i tak przez praktycznie cały dzień.

Epizodycznie rozmawiałam z Michaśkiem i ByłymNim, bo czasu nie było, nawet na śniadanie normalne i w spokoju, bo jeden mnie szukał (Michasiek), drugi chciał kanapkę w wymianie za wafelka (ByłyOn), a Łamigłówka po prostu przeszkadzał, dla sportu ;) Rozmówca mój słyszał te boje śniadaniowe.

Podobało mi się. Przeszło kąsanie na oślep. Przeszło smutowanie (choć w środku nadal czegoś brak...) i dzień był cudny.

Plan na jutro: po robocie idę na lody czekoladowo- jagodowe do kumpla, później na mecz ;)

Muzycznie jest mi tak:



A obrazowo tak:


Dobrej nocy i snów miłych :)

niedziela, 4 lipca 2010

na podsumowanie

i tylko to w głowie:


...

smutno i źle mi.
dokoła cholernie upalne lato, przez które w domu jest piekło.

przeprowadzka Micha mnie wkurwia.
nie posłuchał.
zrobił po swojemu.
a teraz ja zapier*** w tym bajzlu totalnym

tak ciężko posłuchać, kiedy o coś proszę???!!!

dzisiaj gryzę
dotkliwie gryzę
i nie lubię ludzi
wszystko znów się pieprzy

samotne skojarzenia zasysają całe powietrze
nie pomaga nic

duszę się

miało być lepiej, ale chyba nie będzie.

czwartek, 1 lipca 2010

;) roboczo ;)

A dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem szukania książeczek dla dzieci:
* Karetka Mietka (tak, tak, kojarzy mi się z Panami z mojej linkowni)
* Dźwig Darka (znam jednego, który ma uprawnienia na taki cud)
* Koparka Marka (ooo, a to jakoś bez skojarzeń)
* Wóz strażacki Jacka (no strażaków lubimyyy, zdecydowanie ;)
* Śmieciarka Jarka (hmmm... z tą profesją to się bliżej nie znam, chyba, że moje wynoszenie śmieci do kontenera się liczy)
* Samolot Karola (taaa, zmienić na Abnegata i będzie pasowało do dzisiejszego Jego wpisu: http://abnegat.blogspot.com/2010/07/malediwy-tona.html)
* Łódka Jurka (na żagle piszę się od razu, jużżżżż, z miejsca)
* Kolejka Błażeja (jutro PKPem do domu jadę... jakieś porady może?).

Żeby nie było, że o dziewczynkach zapominam. Nastał szał na kalendarze szkolne 2010/ 2011:
* Kalendarz szkolny Hannah Montana (okładka masssakryczna, dobrze, że nie mam córki, która by coś takiego mieć chciała- zgrozaaaa)
* Kalendarz szkolny Hello Kitty (moda nadal trwa, mam nadzieję, że zgon kiedyś nastąpi)
* Kalendarz szkolny Kubuś Puchatek (jedyne, co dało się wziąć do ręki, bez odrazy, ale i to nie ratuje sytuacji młodzieżowego badziewia kalendarzowego).

Do tego od zarąbania podręczników, poradników, map i innych dziadostw heretyckich z ziołodupnictwa (mam uraz do tego typu szarlatanerii: wyleczę guza mózgu, sraczkę i rzeżączkę miętą pieprzową podawaną na ciepło tuż po spożyciu jabłka tartego, z sadu najlepiej własnego, koniecznie połowicznie czerwono- zielonego jabłka z sadu własnego...).

Wytchnieniem jedno jedyne zamówienie, w którym chodziło o dobre książki, a nie jakąś Grocholę czy inną Rowling.
Jaką ulgą dla mnie było wąchanie stronic Dostojewskiego, Bułhakowa, Orwella i Conrada... Niesssaaamowitąąą... Uczucie nie z tej ziemi. A potem jeszcze ciut Kołakowskiego, Tischnera, Miłosza i wreszcie Wordswortha i Yeatsa. Na dokładkę Gombrowicz i Kafka plus najulubieńszy Mann z Czarodziejską górą.
Dobra to była faktura, oj dobra :)

Nie umiem jeszcze zakwalifikować Tolkiena, Sapkowskiego, Pilipiuka i Piekary i innych Lewisów (chociaż tego pana kojarzę z Listów starego diabła do młodego - i mi się dobrze czytało...).
Fantastyka to nie mój typ, ale o niebo albo o nieba lepsze to, niż walka a szitami Danielle Steel.

Teraz? Czas na relaks. W niebieskiej sukience ;)

Miłego wieczoru



Ps. I dzięki tym zaznaczeniom pierwszy raz widzę tutaj delfiny, a nie parę w sytuacji intymnej... Znalezione przypadkiem, a jak relaks - to relaks :))))))

Wyszperane w sieci :)