Mam nowy dom. Inaczej: znów mam nowy dom. Jeszcze inaczej: wreszcie mieszkam z Agą w jednym pokoiku... Kochana pani Ula przydzieliła nam dzisiaj piękną dwójkę na czwartym piętrze i już zdążyłyśmy się zadomowic. Szczerze mówiąc jest to zasługą Agnieszki, bo przeniosła większośc moich rzeczy wtedy, gdy ja jeszcze pracowałam... I tym sposobem mamy przestronny, ale przytulny pokoik. Białe ściany sprawiają wrażenie czystej i niewinnej radości... Słońce wpadające popołudniową porą maluje kolorami na suficie... A to niebo? Kusząco otwierające swoją nagośc, rozneglizowane i wyzwolone... Chmury przepływają strumieniami z jednej strony na drugą, zmieniające się tło budzi zachwyt, a cichy krzyk podziwu kiełkuję w głowie... Szept nagle staje się subtelny... pod takim niebem.
A my jesteśmy wreszcie zadowolone, że mamy nasz własny kąt, w którym żadna tleniona blondyna nie zrobi rewolucji z powodu zepsutego tipsa... ;)
Poza tym: praca, praca, praca. Dziś udało mi się zacząc kolejną książkę. Dobrze, że szef patrzy na moje wyczyny z przymróżeniem oka :) Pracowac w hurtowni ksiazek i nie czytac - byłoby grzechem :) Więc ja nie grzeszę, tylko korzystam z każdej przerwy i minutki wolnej. Chwilowo czytam Mario Vargasa : "Pochwałę macochy" (czy jakoś tak - i oczywiście mi się nie podoba, jednakże z racji literaturoznawczych zapędów - czytam, by wroga oswoic...). W planach jest książka Umberta Eco o brzydocie...
Jutro będę miała zabiegany dzień: najpierw rano przyjedzie On. Potem kwestia fotografa, sprawy w banku, lekarz itd. Niestety mimo wolnego dnia wziętego celem załatwienia wszystkich rzeczy związanych z dostarczeniem dokumentów do dziekanatu socjologii - nie uda mi się zakończyc działań własnych sukcesem, bo jutro - medycy przyjmują studentów od godziny 15, a dziekanat sprwny od 10.00 do 14. 30...Ehh - a kolejny dzień wolny w rachubę nie wchodzi ;/
Mam problem: porażam milczeniem. Nie czuję najmniejszej potrzeby rozmawiania z innymi i na temat i bez tematu. Po prostu. Stąd mój wielki powrót do codziennych notek, choc sprawa jest trudna ze zdobyciem internetu...
Muszę pisac. Chcę. Potrzebuję. Znów mam blokadę na to, że inni wiedzą o moich problemach i perfidnie mi o nich przypominają: w dobrej wierze, celem spytania jak mi pomóc, czy w kwestii zmobilizowani mnie... Ale pewnych spraw nie można przeskoczyc. Moja codziennośc znacznie odbiega od normy od jakiegoś czasu i nie chcę, by ktoś w to ingerował. Wszystkim brakuje pieniędzy, wszyscy czasem mają zły dzień - po co robic z tego aferę???!!! A przecież ja potrzebuję tylko odrobiny spokoju... No, i jednej przespanej nocy...
Tylko kiedy Antoś i Agatka ukradkiem zaglądali do mojego pokoiku zrobiło mi się cieplej. Małe Szkraby upodobały sobie przeprowadzkę na główny temat zabawy. Uciekając tacie - chowały się w moim pokoju. Takie kruche istoty, a już wiedziały do kogo z wizytą :)
Spokojnej nocy...
Ps. Abi... o mało na zawał, atak serca czy inne przypadłości śmiertelne, wywołane nagłym bodźcem zewnętrznym, nie umarłam... Że Ty mnie czytasz... :)
"Co by ziścić się miało, dziś, jak liść pięciopalcy prosto w ręce mi spadło - tylko, że tego mało..." A.T.
czwartek, 16 lipca 2009
wtorek, 14 lipca 2009
Z deszczu pod...
Pada deszcz. Jestem zupełnie mokra. Moja twarz słania się pod naporem kolejnych kropel...
Tak. Płaczę. Pisząc posta, gdy Magda bierze prysznic.
Nie cieszy mnie nawet socjologia. Już nie. I tak nikt poza mną i Agą nie cieszył się moim wyborem i ideą studiowania czegoś jeszcze - właściwie WSZYSCY mieli mi to za złe (rodzice: nie radzisz sobie na jednym kierunku - masz kampanię wrześniową; brat: ile jeszcze będziesz studiowała?; Misiek: znów nie będziesz miała dla mnie czasu...; On - (sama nie wiem), nie okazał entuzjazmu...).
Aga ma problemy... To też dobija. Dlaczego moim przyjaciołom jest źle?! Dlaczego? I dlaczego nie umiem im pomóc?! Agnieszka... jestem... wiedz... nawet, gdy mi źle...
Czekam na Niego. Nadal. Ale inaczej. Jest dużo postanowień we mnie... Za dużo.
Byliśmy ekipą na piwku i fajce wodnej. Wypad był udany do czasu... Następnym razem wyrzucę telefon za okno.
Cisza trwająca dłużej niż chwilę, dłużej niż mgnienie oka staje się cenna, gdy dwie osoby są tuż obok siebie i czują się bezpiecznie, nieskrępowanie i nie czują presji rozmowy. Cisza przez telefon jest zła, przysparza lęków i buduje posępne napięcie. Nie lubię takiej ciszy. Nie lubię przeszkadzac, robic za element zbędny, bezużyteczny i niechciany...
I nawet nie chcę już pisac o książce Mario Puzo: "Sześc grobów do Monachium". Ani o "Jeziorze Bodeńskim" Stanisława Dygata. Nie chcę.
Przepraszam, że nie mam lepszych nowin. Może lepiej nie czytajcie kilku następnych wpisów - dla mnie są one niezbędne, Was - zdołują lub zdenerwują niepotrzebnie...
Śpijcie dobrze.
Paulina
Tak. Płaczę. Pisząc posta, gdy Magda bierze prysznic.
Nie cieszy mnie nawet socjologia. Już nie. I tak nikt poza mną i Agą nie cieszył się moim wyborem i ideą studiowania czegoś jeszcze - właściwie WSZYSCY mieli mi to za złe (rodzice: nie radzisz sobie na jednym kierunku - masz kampanię wrześniową; brat: ile jeszcze będziesz studiowała?; Misiek: znów nie będziesz miała dla mnie czasu...; On - (sama nie wiem), nie okazał entuzjazmu...).
Aga ma problemy... To też dobija. Dlaczego moim przyjaciołom jest źle?! Dlaczego? I dlaczego nie umiem im pomóc?! Agnieszka... jestem... wiedz... nawet, gdy mi źle...
Czekam na Niego. Nadal. Ale inaczej. Jest dużo postanowień we mnie... Za dużo.
Byliśmy ekipą na piwku i fajce wodnej. Wypad był udany do czasu... Następnym razem wyrzucę telefon za okno.
Cisza trwająca dłużej niż chwilę, dłużej niż mgnienie oka staje się cenna, gdy dwie osoby są tuż obok siebie i czują się bezpiecznie, nieskrępowanie i nie czują presji rozmowy. Cisza przez telefon jest zła, przysparza lęków i buduje posępne napięcie. Nie lubię takiej ciszy. Nie lubię przeszkadzac, robic za element zbędny, bezużyteczny i niechciany...
I nawet nie chcę już pisac o książce Mario Puzo: "Sześc grobów do Monachium". Ani o "Jeziorze Bodeńskim" Stanisława Dygata. Nie chcę.
Przepraszam, że nie mam lepszych nowin. Może lepiej nie czytajcie kilku następnych wpisów - dla mnie są one niezbędne, Was - zdołują lub zdenerwują niepotrzebnie...
Śpijcie dobrze.
Paulina
poniedziałek, 13 lipca 2009
DOSTALAM SIE !!!!!
Od pazdziernika ide na studia!!!! Wcale nie przesadzam, nawet nie koloryzuje...
Po pracy sprawdzilam wyniki rekrutacji i coz... jestem BOGIEM, a raczej BOGINIA i nawet nie musze sobie tego wyobrazac...
Socjologio... witaj!!! ;) :) ;)
Ps. nie mam swojego laptopa, a z internetu korzystac bede sporadycznie... I tak przez trzy tygodnie...
Ps.2. czekam na Niego, On tez sie dostal, i Agnieszka :)
Ps.3. tu nie mozna robic polskich znakow... bububububu :/
Ps.3. jak latwo jest sie smiac przez lzy i i smiejac sie plakac... ostatnio tak mam...
Ps.4. osiemnastka Mlodego minela szybko, w niezlej atmosferze i Subkultura szczesliwie zadowolony :) :) :) I moje wierszowane zyczenia zrobily furore :) :) :)
Po pracy sprawdzilam wyniki rekrutacji i coz... jestem BOGIEM, a raczej BOGINIA i nawet nie musze sobie tego wyobrazac...
Socjologio... witaj!!! ;) :) ;)
Ps. nie mam swojego laptopa, a z internetu korzystac bede sporadycznie... I tak przez trzy tygodnie...
Ps.2. czekam na Niego, On tez sie dostal, i Agnieszka :)
Ps.3. tu nie mozna robic polskich znakow... bububububu :/
Ps.3. jak latwo jest sie smiac przez lzy i i smiejac sie plakac... ostatnio tak mam...
Ps.4. osiemnastka Mlodego minela szybko, w niezlej atmosferze i Subkultura szczesliwie zadowolony :) :) :) I moje wierszowane zyczenia zrobily furore :) :) :)
środa, 8 lipca 2009
Siedzę sama w pokoju. Agnieszka poszła spotkać się ze swoim Nim. Ja zaś cieszę się chwilą samotności: kilka trosk, odrobina tęsknoty i przecudne niebo za oknem: moja dusza jest teraz szczęśliwa, ukojona i spokojna, moja dusza szepcze do Wszechświata modlitwy podziwu i pokory, moja mała dusza...
Zdałam egzamin z teorii literatury: było trudno, bo uczyłam się jedynie 10 minut, tuż przed - wystarczyło. Inaczej: przeczytałam, co znaczy samo zagadnienie, a całą resztę ideologii, przesłanek, dowodów wytworzyłam sama, opierając się jedynie na własnych przypuszczeniach i tym, co logicznie wydawało się wiązać z zagadnieniem, o którym mówiłam. Podziałało: przekonujący wstęp zasłonił braki w wykuciu konkretów. Pan Doktor oczywiście wiedział, że moje pojęcie o zagadnieniu jest znikome - jednakże przyznał, że woli, kiedy pojawia się przed nim student/ studentka, który/a nie zna materiału na pamięć, ale potrafi ze szczątkowych informacji uzyskać najważniejsze tezy, myśli, konsekwencje... Powód: świadczy to o inteligencji, zdolności szybkiego wnioskowania i wyjątkowej kreatywności takiego egzaminowanego delikwenta. Tym samym nie uważam, że te kilka osób, które uczyły się na teorię i nie zaliczyły starcia, było potraktowane niesprawiedliwie - wystarczy się zastanowić i zawsze można powiedzieć coś wartościowego - nie wystarczy zaś klepanie bezmyślne definicyjek z grubego podręcznika...
Poznań jest teraz wyjątkowo przyjazny. Odkąd pracuję czuję, że przynależę tu prawdziwie. To dobrze, bo strasznie nie lubię poczucia wykorzenienia: ostatnio ukochane miejsca przestają do mnie należeć - moja naiwna miłość do kolebki familii stała się elementem wielkiej debaty na temat: "Czy Czesław (czyli ja - przypis autorski, wiem, że źle wygląda, ale graficznie na blogu nie mogę zapisać go inaczej) jest zupełnie głupim człowiekiem, czy tylko odrobinę odchylonym od normy?"... Zadomawiam się w Poznaniu, teraz nie poszczególne miejsca, lokale stają się bliskie mnie i mojej świadomości - całe miasto powoli wtapia się w mój umysł, zyskuje sobie szczególny status: DOMU. Mojego domu. Tego, który pomaga w szukaniu własnej tożsamości, w samopoznaniu się w Poznaniu. Kostki chodnikowe prowadzą mnie co dzień do ludzi, którzy wpływają na mnie, którzy kształtują mnie i moje spojrzenie na świat. Mam tu przyjaciół, mam tu znajomych, niedługo On będzie. Dobrze mi. Poznańska pyrowatość mi odpowiada!
Jutro jadę do rodziców.
Moja nowa współlokatorka (czy ja w ogóle coś o niej pisałam?!) już niedługo będzie nowa. I wcale nie dlatego, że nasza znajomość zdąży się zestarzeć - na szczęście nie zdąży, bo zapach jej zużytej bielizny chyba by mnie zabił w przeciągu miesiąca... Przeprowadzę się do innego pokoju, a ze mną zamieszka Agnieszka!!! Jak się cieszę :) A jednak spełniają się nasze marzenia... I będzie pięknie. Wierzę w to :)
Właśnie coś sobie uzmysłowiłam: mam 21 lat i marzenia jak dziecko, potrzeby dziecka, zachowania dziecięce - i nie czuję się z tego powodu niedorosła, niedojrzała, niemądra. Naiwność małych ludzi jest równa ich radości. Radość małych ludzi budzi się o brzasku i trwa cały dzień.
A teraz Dido. Słucham właśnie jej Here with me.
I didn't hear you leave,
I wonder how am I still here,
I don't want to move a thing,
it might change my memory
Oh I am what I am,
I'll do what I want,
but I can't hide
I won't go,
I won't sleep,
I can't breathe, until you're resting here with me
I won't leave,
I can't hide,
I cannot be, until you're resting here with me
I don't want to call my friends,
they might wake me from this dream
And I can't leave this bed, risk forgetting all that's been
Oh I am what I am,
I'll do what I want,
but I can't hide
I won't go,
I won't sleep,
I can't breathe until you're resting here with me
I won't leave,
I can't hide,
I cannot be, until you're resting here with me.
Ps. Zawsze dotykam chmur, gdy są wysoko...
Zdałam egzamin z teorii literatury: było trudno, bo uczyłam się jedynie 10 minut, tuż przed - wystarczyło. Inaczej: przeczytałam, co znaczy samo zagadnienie, a całą resztę ideologii, przesłanek, dowodów wytworzyłam sama, opierając się jedynie na własnych przypuszczeniach i tym, co logicznie wydawało się wiązać z zagadnieniem, o którym mówiłam. Podziałało: przekonujący wstęp zasłonił braki w wykuciu konkretów. Pan Doktor oczywiście wiedział, że moje pojęcie o zagadnieniu jest znikome - jednakże przyznał, że woli, kiedy pojawia się przed nim student/ studentka, który/a nie zna materiału na pamięć, ale potrafi ze szczątkowych informacji uzyskać najważniejsze tezy, myśli, konsekwencje... Powód: świadczy to o inteligencji, zdolności szybkiego wnioskowania i wyjątkowej kreatywności takiego egzaminowanego delikwenta. Tym samym nie uważam, że te kilka osób, które uczyły się na teorię i nie zaliczyły starcia, było potraktowane niesprawiedliwie - wystarczy się zastanowić i zawsze można powiedzieć coś wartościowego - nie wystarczy zaś klepanie bezmyślne definicyjek z grubego podręcznika...
Poznań jest teraz wyjątkowo przyjazny. Odkąd pracuję czuję, że przynależę tu prawdziwie. To dobrze, bo strasznie nie lubię poczucia wykorzenienia: ostatnio ukochane miejsca przestają do mnie należeć - moja naiwna miłość do kolebki familii stała się elementem wielkiej debaty na temat: "Czy Czesław (czyli ja - przypis autorski, wiem, że źle wygląda, ale graficznie na blogu nie mogę zapisać go inaczej) jest zupełnie głupim człowiekiem, czy tylko odrobinę odchylonym od normy?"... Zadomawiam się w Poznaniu, teraz nie poszczególne miejsca, lokale stają się bliskie mnie i mojej świadomości - całe miasto powoli wtapia się w mój umysł, zyskuje sobie szczególny status: DOMU. Mojego domu. Tego, który pomaga w szukaniu własnej tożsamości, w samopoznaniu się w Poznaniu. Kostki chodnikowe prowadzą mnie co dzień do ludzi, którzy wpływają na mnie, którzy kształtują mnie i moje spojrzenie na świat. Mam tu przyjaciół, mam tu znajomych, niedługo On będzie. Dobrze mi. Poznańska pyrowatość mi odpowiada!
Jutro jadę do rodziców.
Moja nowa współlokatorka (czy ja w ogóle coś o niej pisałam?!) już niedługo będzie nowa. I wcale nie dlatego, że nasza znajomość zdąży się zestarzeć - na szczęście nie zdąży, bo zapach jej zużytej bielizny chyba by mnie zabił w przeciągu miesiąca... Przeprowadzę się do innego pokoju, a ze mną zamieszka Agnieszka!!! Jak się cieszę :) A jednak spełniają się nasze marzenia... I będzie pięknie. Wierzę w to :)
Właśnie coś sobie uzmysłowiłam: mam 21 lat i marzenia jak dziecko, potrzeby dziecka, zachowania dziecięce - i nie czuję się z tego powodu niedorosła, niedojrzała, niemądra. Naiwność małych ludzi jest równa ich radości. Radość małych ludzi budzi się o brzasku i trwa cały dzień.
A teraz Dido. Słucham właśnie jej Here with me.
I didn't hear you leave,
I wonder how am I still here,
I don't want to move a thing,
it might change my memory
Oh I am what I am,
I'll do what I want,
but I can't hide
I won't go,
I won't sleep,
I can't breathe, until you're resting here with me
I won't leave,
I can't hide,
I cannot be, until you're resting here with me
I don't want to call my friends,
they might wake me from this dream
And I can't leave this bed, risk forgetting all that's been
Oh I am what I am,
I'll do what I want,
but I can't hide
I won't go,
I won't sleep,
I can't breathe until you're resting here with me
I won't leave,
I can't hide,
I cannot be, until you're resting here with me.
Ps. Zawsze dotykam chmur, gdy są wysoko...
wtorek, 7 lipca 2009
Myślę o życiu. O tym, dlaczego niektórzy zawsze mają rację, podczas gdy inni ciągle popełniają błędy. Trudne decyzje dlatego są trudne, że wymagają wyboru jednej z opcji czegoś tam, a opcji częściej jest więcej niż palców u rąk i nóg po zsumowaniu.
Myślę o Adasiu. O tym, dlaczego trzy piękne lata w jedno popołudnie zostały przekreślone. Bezlitośnie, brutalnie, bestialsko...
Myślę o Wojtku. I tęsknię. Nieokreślona pustka we mnie nie zapełniła się. Może raczej cicho usunęła się w cień i pozwala mi żyć tym, co jest tu (a raczej tam) i teraz. Gdyby było inaczej prześladowałoby mnie poczucie zdrady i niewierności, a przecież jestem w porządku wobec Wojtka i wobec siebie. Pamiętam, ale nie umartwiam się. Czytam listy z tamtych czasów, te wszystkie słowa, które musieliśmy sobie jakoś przekazać i jest mi ciepło, spokojnie. Czarne, kreślone w pośpiechu literki, lekko kłaniające się w lewo, drobne, ale równe, pisane pewnie, ze zdecydowaniem, żadnych przekreśleń, poprawek... Papier listowny żółty, bez deseni, kupiony razem, właściwie bardziej w efekcie nagłej uległości kaprysowi- tego samego dnia później siedzieliśmy w Wesołym Rogerze. Zaplataliśmy palce w sieci zdobiącej knajpę, knajpę Wojtka. Zawsze śmiał się, że to nie jest lokal dla chłopaka z medycyny, ale przecież on doskonale tam pasował. (Nawet teraz, gdy trafiłam do tego pubu przypadkiem, ta Wojtkowość była tam, obecna namacalnie, wyczuwalna, rzeczywista, przyjemna, tak bardzo przyjemna...). Pogodziłam się z losem.
Nie chcę myśleć, że On jest w zamian Wojtka. On jest z zupełnie nowej bajki, w której pojawiłam się przypadkiem, w roli tła, a zostałam jedną z głównych bohaterek - życie płata nam figle, nam wszystkim.
Zastanawiam się czy ja i Wojciech mieliśmy jakieś swoje rocznice. Chyba nie, każdy dzień, gdy choć chwilę udało nam się spędzić wspólnie, był wyjątkowy. I nieważne czy akurat nawzajem się łajaliśmy za przewinienia różne, czy układaliśmy się wygodnie na trawie wyglądając pośród chmur piękna kształtów, różnorodności odcieni. Wiem, że były chwile, kiedy nie widzieliśmy w tym najmniejszego sensu: małolata i facet po przejściach - ale było warto, to właśnie tego chcieliśmy.
Zapytana, czy gdyby Wojtek pojawił się teraz, nagle, z kosmosu, z Nikąd i Zewsząd, czy wróciłabym do naszej bliskości - milczę.
Rozdział zamknął się sam, nikt nie chciał takiego końca historii. Pointa: żyć mimo wszystko. Ale o poincie się zapomina - wraca sama legenda bajkowego świata, dziecięcych przeżyć. Pierwsza fascynacja zawsze będzie najgłębszym natchnieniem - nawet jeśli jej finał jest tragiczny, tym bardziej właściwie. O dalszych losach bohaterki pisać powinno się według innej koncepcji. I ja mam tę inną, nową koncepcję, i choć jej splatanie w warkocz bytów i sensów należy do tej mnie, której nie było wcześniej, która jest nowa - i stara ja odnajduję w tym siebie.
Piszę to, bo Wojtek od jakiegoś czasu wraca do mnie w snach, przypomina mi o sobie. A przecież jest kimś, kto choć nieobecny, zawsze będzie częścią mnie, pierwiastkiem pełnym dobroci i mądrości. I jemu też należy się te kilka słów tylko o nim. Ale i we mnie jest taka potrzeba. Bo był czas, gdy nie odrywaliśmy od siebie oczu, był czas, gdy usta nie chciały się rozdzielić, był czas, gdy Szczęście było Nami. I tego się nie zapomina, choć mówi się rzadko i mówi się szeptem.
Mam na parapecie pasażerów na gapę. Przypominają mi Gienia. Ale to już zupełnie inny gołąb i historia kolejna...
I dylemat: dziennikarstwo czy socjologia???!!!
Myślę o Adasiu. O tym, dlaczego trzy piękne lata w jedno popołudnie zostały przekreślone. Bezlitośnie, brutalnie, bestialsko...
Myślę o Wojtku. I tęsknię. Nieokreślona pustka we mnie nie zapełniła się. Może raczej cicho usunęła się w cień i pozwala mi żyć tym, co jest tu (a raczej tam) i teraz. Gdyby było inaczej prześladowałoby mnie poczucie zdrady i niewierności, a przecież jestem w porządku wobec Wojtka i wobec siebie. Pamiętam, ale nie umartwiam się. Czytam listy z tamtych czasów, te wszystkie słowa, które musieliśmy sobie jakoś przekazać i jest mi ciepło, spokojnie. Czarne, kreślone w pośpiechu literki, lekko kłaniające się w lewo, drobne, ale równe, pisane pewnie, ze zdecydowaniem, żadnych przekreśleń, poprawek... Papier listowny żółty, bez deseni, kupiony razem, właściwie bardziej w efekcie nagłej uległości kaprysowi- tego samego dnia później siedzieliśmy w Wesołym Rogerze. Zaplataliśmy palce w sieci zdobiącej knajpę, knajpę Wojtka. Zawsze śmiał się, że to nie jest lokal dla chłopaka z medycyny, ale przecież on doskonale tam pasował. (Nawet teraz, gdy trafiłam do tego pubu przypadkiem, ta Wojtkowość była tam, obecna namacalnie, wyczuwalna, rzeczywista, przyjemna, tak bardzo przyjemna...). Pogodziłam się z losem.
Nie chcę myśleć, że On jest w zamian Wojtka. On jest z zupełnie nowej bajki, w której pojawiłam się przypadkiem, w roli tła, a zostałam jedną z głównych bohaterek - życie płata nam figle, nam wszystkim.
Zastanawiam się czy ja i Wojciech mieliśmy jakieś swoje rocznice. Chyba nie, każdy dzień, gdy choć chwilę udało nam się spędzić wspólnie, był wyjątkowy. I nieważne czy akurat nawzajem się łajaliśmy za przewinienia różne, czy układaliśmy się wygodnie na trawie wyglądając pośród chmur piękna kształtów, różnorodności odcieni. Wiem, że były chwile, kiedy nie widzieliśmy w tym najmniejszego sensu: małolata i facet po przejściach - ale było warto, to właśnie tego chcieliśmy.
Zapytana, czy gdyby Wojtek pojawił się teraz, nagle, z kosmosu, z Nikąd i Zewsząd, czy wróciłabym do naszej bliskości - milczę.
Rozdział zamknął się sam, nikt nie chciał takiego końca historii. Pointa: żyć mimo wszystko. Ale o poincie się zapomina - wraca sama legenda bajkowego świata, dziecięcych przeżyć. Pierwsza fascynacja zawsze będzie najgłębszym natchnieniem - nawet jeśli jej finał jest tragiczny, tym bardziej właściwie. O dalszych losach bohaterki pisać powinno się według innej koncepcji. I ja mam tę inną, nową koncepcję, i choć jej splatanie w warkocz bytów i sensów należy do tej mnie, której nie było wcześniej, która jest nowa - i stara ja odnajduję w tym siebie.
Piszę to, bo Wojtek od jakiegoś czasu wraca do mnie w snach, przypomina mi o sobie. A przecież jest kimś, kto choć nieobecny, zawsze będzie częścią mnie, pierwiastkiem pełnym dobroci i mądrości. I jemu też należy się te kilka słów tylko o nim. Ale i we mnie jest taka potrzeba. Bo był czas, gdy nie odrywaliśmy od siebie oczu, był czas, gdy usta nie chciały się rozdzielić, był czas, gdy Szczęście było Nami. I tego się nie zapomina, choć mówi się rzadko i mówi się szeptem.
Mam na parapecie pasażerów na gapę. Przypominają mi Gienia. Ale to już zupełnie inny gołąb i historia kolejna...
I dylemat: dziennikarstwo czy socjologia???!!!
poniedziałek, 6 lipca 2009
Zaglądam tu co dzień, ale zbyt zmęczona jestem. Czytam tylko, co u innych słychać. Zaczynam też zazwyczaj coś pisać, ale mi nie wychodzi: chcę napisać wszystko, ale nie mam sił...
I teraz powinnam już spać, bo w pracy będę nietomna...
Tylko dodam: kupiłam prezent osiemnastkowy Bratu :) I' m so proud :)
I teraz powinnam już spać, bo w pracy będę nietomna...
Tylko dodam: kupiłam prezent osiemnastkowy Bratu :) I' m so proud :)
czwartek, 2 lipca 2009
To jest post dla Ciebie...
Pisany tuż przed zaśnięciem.
Kocham Cię i wszystko we mnie płacze, że Ciebie tutaj nie ma... Stałeś się częścią mnie... Tą najlepszą częścią, która kocha i się uśmiecha...
I nie mogłabym już istnieć bez Ciebie. Nigdy. Myśl, że Ty daleko czy blisko, masz mnie w sercu, niesie mnie przez ten ocean trudów i rozstań.
Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Sławku. Na zawsze.
Napisałam.
Kocham Cię i wszystko we mnie płacze, że Ciebie tutaj nie ma... Stałeś się częścią mnie... Tą najlepszą częścią, która kocha i się uśmiecha...
I nie mogłabym już istnieć bez Ciebie. Nigdy. Myśl, że Ty daleko czy blisko, masz mnie w sercu, niesie mnie przez ten ocean trudów i rozstań.
Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Sławku. Na zawsze.
Napisałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)