Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 grudnia 2009

Zoologicznie

Dzień pod znakiem ŚWIĄT...

Poranek był trudny... Ledwie udało mi się zwlec z łóżka o godzinie haniebnej: 7. 41 - zajęcia na 8.00. Na szczęście mieszkam siedem minut od wydziału (filologii polskiej, bo na socjologię to kawał drogi mam), więc zdążyłam bez większego pośpiechu... Ale męczarnią jest wstawać przed 8 enty raz z rzędu... Snu mi trzeba.

Pierwszy wykład był niezły. Profesor opowiadał o literaturze okupacyjnej itd. Wykład ten nie skończył się bez echa - mam kolejną pozycję do bibliografii mojej pracy mgrskiej. I tylko przeraża mnie ile tego jest do przeczytania, opracowania itd... Że też chce mi się o Czarnym Lądzie i mroku pisać... Conrad rządzi!!!

Później wybrałam się na skromne zakupy prezentowe: obdarowani zostaną: Aneszka, Iza i Babcia... (Właściwie, to się nie wybrałam, tylko zgrabnie urwałam z zajęć - dzięki zwolnieniu przez Samego Prowadzącego). Cała reszta mojej ferajny musi czekać na jakiś impuls zakupowy... A pierwszą osobą (albo i nie), która już korzysta ze swojego podarku jest Kazimierz Wielki - kupiłam mu w sklepie zoologicznym taką specjalną kulę, żeby mógł biegać po pokoju (ale zawsze w polu naszego widzenia - wykluczamy możliwość gry: znajdźcie mnie, nim pomrę z głodu i pragnienia za którąś z szaf...). Zielony, acz przejrzysty plastik ładnie sie komponuje z Kazikiem, który jakoś tak instynktownie od razu poprawnie korzystał z nowej atrakcji :)
A i jeszcze dotykałam gładkiej skóry węża... Chłopaki w zoologicznym mieli ubaw, bo nie chciałam - jakoś za wężami i pająkami nie przepadam, ale skutecznie mnie namawiali, więc im uległam... A poza tym - i tak wąż wił się po rękach jednego z nich, jakieś 30 cm od moich dłoni... No to się ODWAŻYŁAM. Wąż nie był duży, raczej młodzik z niego, ale przyjemnie było wodzić lekko ręką po jego ciepłym, gładkim ciele... Mimo to - nadal preferuję jaszczurki!
Tak sobie myślę, że zoologiczny ze mnie stwór...

Poza tym - kupiłam sobie w końcu skoroszyty, by posortować kserówki i notatki, bo się gubiłam baaardzo.

A teraz? Zmykam na kolejne zajęcia, bo taki mam poszatkowany dzień na uczelni...


Wyszperane w sieci :)

Ps. Trzy spore kubły kofeiny wcale mi sił nie dodały ;(
Ps.2. Chyba mam ochotę na długą wyprawę gdzieś na skraj świata... Może Mongolia? Jak na zdjęciu?