Przydarza mi się skomplikowanie snów.
I marzenia wędrują bardzo daleko.
Pisząc tu - wyciągam esencję dni. Najtrudniejsze.
Dlatego tak rzadko.
Codzienność wrobiłam w dziennik ekstrawaganckiego adresu blogowego.
Kiedy mi źle. Kiedy się martwię o Nich. Kiedy sobie myślę, że bez Nich. Kiedy płyną łzy, a o łzy jest tak nietrudno, wystarczy strącić jedną kroplę rosy... Kiedy pochłaniam entą gruszkę z sadu dziadka. Kiedy myślę, że niedługo będę musiała uśpić Jovana. Kiedy zastanawiam się, co począć z Kaziem. Kiedy to niby błahostki, ale już poważne problemy.
Powstrzymuję słowa. Tutaj wyważam, co głośne, i co ciche, co ryzykowne, co bezpieczne, co banalne, a co nietuzinkowe.
I nagle nie mam nic do powiedzenia.
Do następnego razu...
Jakoś mi tak miło i aksamitnie jesień skleja myśli, rozmarza i przeplata refleksami zadumnymi. Najlepszy czas w roku: umysł może żonglować między poezją a prozą słowem, jak piłką.
3 komentarze:
to ja Ci ślę uśmiech :)
Tu, a nie tam :))
Mi od zimna myśli przymarzają do siebie w głowie. Ciągle wszędzie zimno. Jesień.
Ważysz słowa... czasem trudniej wybrać te najważniejsze niż powiedzieć wszystko.
Pozdrawiam ciepło ;)
J. - jesteś niesamowita!
Porcelanowa, ale jesień jakoś wypiękniała, nie sądzisz? Złoto liści, słońce przeskakujące z ramion na nos :)
Tylko czym jest to najważniejsze? Coraz bardziej nie wiem...
Odpozdrawiam ładnie ;)
Prześlij komentarz