piątek, 3 października 2014

dziś...


Wiecie, zaskoczyła mnie jesień.
I rude kasztany.
Zapomniałam, że właśnie teraz tak pięknie turlają się po chodnikach.

Za mną kilka burz. Głównie z Nim, choć nie tylko.
Ale głowa do góry - za oknem znów słońce.

Nowy dzień. Nowe wyzwania - z gatunku tych małych.
I czas...

Wczoraj B. wylądowała w szpitalu. Mogło być niebezpiecznie.
Na szczęście nie było.
Nocne telefony znad morza na tereny nizinne uważam za potrzebne,
Lubię wiedzieć - choćby z daleka.
Nie znoszę zaś: "Bo nie chcieliśmy ci mówić przez telefon".
Amen.

Dziś też ma tam znak zapytania.

Czekam.
Przy okazji dzwoniąc z życzeniami do Babci.
Później imprezka u przyszłego teściowej - także - imieninowa.

Jego rodzina nadal jest dla mnie niewiadomą.
Jakoś tak... 

Z wielokropkiem mi dziś chyba do twarzy ;)

wtorek, 9 września 2014





czasem tęsknię za malutką
za winem w akademiku
poranną poezją i wieczorną prozą
czasem staję się tymi czy innymi słowami
i mogłabym nie oddychać

to jest dokładnie ten moment
kiedy chciałoby się schować
lub uciec

amen

środa, 12 września 2012

i kropka


To była długa droga, która rozpoczęła się od kilku marzeń.
Marzenia rozkwitały w plany.
A plany... przekwitały w jesieni niemożności.

Dziś nie mam już żalu.
Mam plan, lepszy czy gorszy, ale plan.

Przyblakłe marzenia dają się zeskrobywać.
Przejrzystość tego, co się może udać lecz nie musi, powoli osiada we mnie.

Wciąż nie jest mi wewnątrz spokojnie. 
Za trudne dni.
Zbyt wiele spraw, których chciałabym nie mieć na głowie.

I Wu, o którym myślę tak, jakby za moment miał wejść do kuchni. Do śniadania ustawiam Jego ulubiony kubek. Czas zatrzymał się w miejscu .
I boli. A bólu nie umiem ukoić.

Jestem na etapie godzenia się z tym, co mi życie dało. I z tym, czego w życiu mieć nie będę.

Wbrew pozorom - to dobrze.
Bo ruszę do przodu.
Bez mrzonek.
Bez zbyt silnych emocji i zawiedzionych nadziei.

Trudno jest rezygnować z tego, co wydawało  się być jedynym sensem, ale kiedy ten sens przeciekać zaczyna między palcami - należy podjąć męskie decyzje. Zmienić kierunek.
Obrać nowy cel.

Ciężko jest zaczynać od przegranej, ale to motywuje.

Podobnoż w życiu tylko trzy rzeczy są ważne: miłość, młodość i rozum.
To oceany, nie strumyki.

Dysponuję młodością i rozumem.
Wystarczy.

czwartek, 23 sierpnia 2012

ciii


Odwrotności i bieguny.
Pomiędzy łzą... uśmiech.

Jestem jak posklejana waza, którą ktoś znów zrzucił ze stołu.

Sierpień mnie przerósł, a to jeszcze nie koniec miesiąca.
2012 uważam za rok stracony. Rok porażek, nieopisanego smutku i samotności.

Kocham autobusy zza okna.
Przypominają mi lepsze czasy.
Jego.
I dom, który nigdy nie był idealny, ale w którym cisza nigdy nie była tak dotkliwa.

Kocham nocne marzenia.
Choć przez chwilę potrafię zapomnieć.

Kocham kolczyki z czarnym oczkiem.
I paskudnie złoty pierścionek mamy.
Sprawiają, że trochę bliżej mnie jest miłość, choć zawsze na odległość.

Tęsknię za czasem, gdy faktycznie i fizycznie ktoś przy mnie był.
Nawet jeśli nie było mowy o okazywaniu uczuć ani emocji.

Teraz nawet złudzenia ulegają rozkładowi.
Mam wrażenie, że tego zbitego kolana nie uda się uratować.
I że tak niewiele trzeba, by zniknąć.

Pierwszy raz od tysiącleci chciałabym przynależeć gdziekolwiek.
By nie oszaleć.
I nie połykać łez, do których się nie przyznam.

Mam wrażenie, że ta noc trwa już za długo. Że nie budzę się z koszmaru.


Jutro pojadę do smutnego domu. Osieroconego domu.
I wiem, że nie mam już sił na pancerz i złudzenie silnej dziewczyny.
Wiem, że tym razem to nie ja powinnam podtrzymywać na duchu.
Chciałabym mieć 6 lat i przytulić się do taty.
Tymczasem zobaczę człowieka zmęczonego życiem, w którym zgasło wszystko, co dawał mi gdy byłam mała.


Słowa nie przynoszą ulgi. Już nie. Za dużo tego.
A za mało tego, czego smak ledwo pamiętam.

Niech mi ktoś zabierze mózg, nerki mam uszkodzone. Genetycznie.
I będzie cacy.
 

wtorek, 7 sierpnia 2012

2 VIII


świat nie powinien być taki
błędy, których nie można naprawić, nie powinny mieć miejsca

roztrząsam w głowie wydarzenia ostatnich dni
przeraża mnie pustka i bezsilność
i dom pogrążony w żałobie

dziś byłyby Jego imieniny...

 jest mi źle
bo jutro praca
bo po chodnikach błąkają się kolorowe sukienki
bo ludzie się uśmiechają
bo... trzeba pójść dalej
robić swoje

a przecież TO się wydarzyło
zabierając radość
spokój
kolorową szafę
dom w komplecie

i myśl, ile wycierpiał
myśl, która mnie żre od środka

sobota, 21 lipca 2012

jestem


Czasem zamieram, rozpuszczona w jakiejś melodii, która przywraca mi wszystkie piękne wspomnienia, wszystkie cudowne chwile, wszystkie zapomniane uczucia.
Czasem w tej melodii dostrzegam zapowiedź pożądanego szczęścia.

Coraz częściej uśmiecham się do siebie.
Nie potrzebuję powodów.
Ani uzasadnień.
Ani nikogo, kto stanowiłby "właściwą" motywację.

Za oknem Poznań, który weekendowo nie chodzi spać po dobranocce.
Za oknem życie rozmoczone w czerwonych stróżkach wina, odurzone substancjami chemicznymi, przypalone ostatnim papierosem z paczki.
Za oknem kobiety z czerwonymi ustami rozmawiają z mężczyznami w garniturach.
Za oknem noc rozochocona naprędce. Żądze i zęby wgryzione w czyjś kark.

Dlatego spoglądam zza szyby.
Zbyt mała.

Dlatego tak mi teraz wieloznacznie...

Ktoś chyba we mnie dojrzewa...
Dostrzega.
Dogląda.

Bez wątpienia!

Coraz częściej mogę się cieszyć z tego, kim i jaka jestem.
 


środa, 4 lipca 2012

!

Kolejny raz rozmawialiśmy o sprawach niezwyczajnych.
Transparentni do granic możliwości.
Zawinięci w dawne obrazki.

Przedawnieni?
Z bliznami zakamuflowanymi.