Wiecie, zaskoczyła mnie jesień.
I rude kasztany.
Zapomniałam, że właśnie teraz tak pięknie turlają się po chodnikach.
Za mną kilka burz. Głównie z Nim, choć nie tylko.
Ale głowa do góry - za oknem znów słońce.
Nowy dzień. Nowe wyzwania - z gatunku tych małych.
I czas...
Wczoraj B. wylądowała w szpitalu. Mogło być niebezpiecznie.
Na szczęście nie było.
Nocne telefony znad morza na tereny nizinne uważam za potrzebne,
Lubię wiedzieć - choćby z daleka.
Nie znoszę zaś: "Bo nie chcieliśmy ci mówić przez telefon".
Amen.
Dziś też ma tam znak zapytania.
Czekam.
Przy okazji dzwoniąc z życzeniami do Babci.
Później imprezka u przyszłego teściowej - także - imieninowa.
Jego rodzina nadal jest dla mnie niewiadomą.
Jakoś tak...
Z wielokropkiem mi dziś chyba do twarzy ;)